Szybki telefon do właściciela i upewnienie się, że dobrze trafiłem. Uścisk dłoni, gadka szmatka w drodze do czarnego japońskiego coupe. Oto jest. Najbardziej rozsądny z nierozsądnych wybór pod słońcem, RX-8
Postawiona na 18-calowych felgach (stock) prezentuje się naprawdę świeżo i dużo drożej, niż kosztuje. Ostre linie i wszechobecne smaczki w kształcie trójkątnego tłoka takie jak maska czy zagłówki pokazują, że nie mamy do czynienia z kolejnym tworem na platformie XYZ z silnikiem dwa-zero-tiefesaj przebrandowanym na pięć sposobów.
"Rozgrzeję silnik, a potem pokażę Ci, co ta zabawka potrafi." Wankel odpala po dłuższej chwili, brzmiąc chrapliwie i przypominając nieco zachrypniętą rzędową czwórkę. Chodzi zupełnie niecywilizowanie, wolne obroty są niemiarowe, w powietrzu unosi się naprawdę intensywny zapach niespalonych resztek paliwa.
W międzyczasie sprawdzam zestaw audio (przyzwoity, nie powiem), jakieś bajery i ponoć jedyną działającą w Polsce nawigację (no działa, i tyle). Całkiem niezłej jakości materiały, wygodne i dobrze trzymające skórzane siedzenia, to wszystko robi pozytywne wrażenie.
Ponoć ten model Mazdy to pełnoprawne czteromiejscowe coupe, ale dla mnie tego typu określenia są ustawione gdzieś pomiędzy "gówno prawda" a "chuja tam". Mam 178cm wzrostu, właściciel jakieś 185, więc fotel sporo odsunięty, a ja siadłem z tyłu i mi wygodnie! Nawet dach za bardzo nie zawadza. Bagażnik? Wystarczy na szybki wypad ze znajomymi na weekend nad morze.
Rusza powoli i spokojnie, nie zdradzając mocy ukrytej pod maską, do 4 tysięcy obrotów jest potulna jak baranek i nie różni się wiele od Toyoty Corolli.
Wszystko zmienia się, kiedy silniczek nieco się rozgrzewa, od 4000 obr/min oddycha już naprawdę żwawo, a od 7000 obr/min jeździ po prostu fantastycznie. Kiedy wylecieliśmy na trasę Siekierkowską dźwięk na wysokich obrotach dał się porównać jedynie do wrażeń z jazdy sportową 600cc. Zero mocy na dole, pełnia na górze, 2 maszyny w jednej, "lubię to!". Setka to kwestia 6,5s , więc właściciele STI nie mają się czego bać.
Dobra, Stefan, ja też chcę! Szybkie ustawienie pozycji za kierownicą (oo, nie działa lewe lusterko, ustawiamy metodą chałupniczą) i sprawdzam sprzęgło. Nieco twarde, ale do przeżycia. Za to lewarek skrzyni biegów podoba mi się od pierwszego przyłożenia. Joystick i wszystko jasne. Wyprostowana prawa noga wyzwala we mnie kolejne porcje endorfin a synchronizacja prawej ręki i lewej nogi połączona z króciutkimi drogami drążka robi za strzał adrenaliny i dopaminy (i tak też się czuję, to nie jest limuzyna, każda zmiana biegów przypłacona jest kopnięciem w plecy!). Wrażenia fantastyczne i nieporównywalne z niczym innym.
Dzikie hasanie pomiędzy niczego nieświadomymi Fabiami i Astrami stopuje dopiero straż miejska która ni z tego ni z owego wyskakuje na skrzyżowaniu zza zakrętu w poprzek (!!!) jezdni blokując pas ruchu, a ja mam przeszło 160 na pace! Prawy środkowy pedał do oporu i liczę, że cudem w nich nie przywalę. Łoboze, ależ to hamuje! Muskasz i stoisz, dużo mocniejsze auta tak nie mają.
Podsumowując: jeździ fantastycznie, chociaż nieco głośniej, niż szybciej.
Na szczęście ja to lubię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz