To tylko 265 koni, nie ma się czym ekscytować.
Nie zrobi to na mnie wrażenia.
Ładna jest.
Znasz takie kobiety, brzydko-ładne? Często mają fantastyczną figurę, są elokwentne i oczytane, ale to schodzi na dalszy plan. Maja twarz, której nie jesteś w stanie określić ani jako ładną, ani jako brzydką. Coś pomiędzy, ale wziąłbyś z chęcią. I kiedy na nie patrzysz, nie widzisz Natalie Portman, ale raczej przeciętną osóbkę, której jednak sam wygląd nie wiedzieć czemu działa Ci na prącie niczym balonik z helem. Taka jest Zetka. Numer cztery. "Es aj"
Ciasna jak cholera, ledwo wszedłem. Ma miłe ciało, ale wolisz nie patrzeć jej w oczy. Ma fantastyczny głos i nie ma zahamowań do samego końca. A jaki tyłeczek! Taka trochę Niemka. Ale ma w sobie coś pięknego. Coś, co powoduje, że pniesz się wyżej i wyżej. Wciąż posuwasz się dalej i dalej, coś co powoduje, że wciąż nie chcesz przestać. Co to?
Trzylitrowa wolnossąca rzędowa szóstka.
Nie jest tak żywiołowa jak Type-R, ale ma głębszy głos. To nie japońska zabawka, to czuć w środku, choć odbiega od serii 6. Silniczek jest żwawy, czuć, że lubi obroty, choć ma swoją bezwładność.
Brzmi super, siedzisz na wydechach, zupełnie jak w Corvette. Czujesz te wibracje w bębenkach (uwaga, ni chuj nie dasz rady w trasie). Bagażnik? Jest i tyle. Aktówka i laptop się zmieszczą. Tylne siedzenia? No, dobra, choćby ławeczka? Chyba kpisz, to auto dla faceta, który przyjeżdża nim po kobietę, zapewnia jej nieziemskie doznania nie tylko za kółkiem, a po upojnej nocy wraca do domu dłuższą trasą.
Taka MX-5 dla faceta z jajami.
sobota, 11 lutego 2012
czwartek, 26 stycznia 2012
nine-eleven
911 - magiczne trzy cyfry budzące w miłośnikach motoryzacji pełne spektrum emocji, począwszy od niemego zachwytu po spazmatyczne jęki radości. Czasem również siarczyste "ku*tyzana", kiedy kupi je sobie sąsiad, a my przestajemy się cieszyć z naszego unikatowego i prestiżowego, pełnego wdzięku i elegancji niemieckiego sedana klasy średniej z Wolfsburga wyposażony w niespełna 2-litrowy silnik Diesla.
Auto było srebrne, piękne i było Porsche Carrerą 4S z 2006 roku. Rącze stado 385 koników wyciśnięte z 3.8-litrowego silnika rwało się wręcz do cwału, tylko nieco ucywilizowany grzmot boksera rozrywał ciszę sielskiej niemalże atmosfery podwarszawskiej miejscowości.
Krótkie pytanie przed zajęciem miejsca za kółkiem: "Coś, o czym powinienem wiedzieć?" właściciel kwituje uśmiechem i stwierdzeniem "Jeśli masz prawo jazdy, to wszystko już wiesz".
Wsiadam do nisko położonego quasi-kubełkowego fotela; dobrze wykonane wnętrze, a u mnie to duży komplement. Poczułem się tu lepiej, niż w Audi, a do owego momentu było to jedyne auto, które zrobiło na mnie wrażenie jakością wykonania wnętrza. Skóra w zasadzie wszędzie, gdzie się da, ale ze smakiem. Aluminiowe smaczki. Pracujący ze sportowym oporem lewarek skrzyni biegów.
Świetny zestaw audio, właściciel prosi abym pobawił się potencjometrem. "Dalej, głośniej, zobacz sam", zachęca mnie do rozrywania sobie bębenków zestawem iluśnastu naprawdę dobrze brzmiących głośników.
Z tyłu usiadł mój kuzyn, chyba było mu trochę ciasno, ale nie narzekał szczególnie na ilość miejsca.
Z reszta kto jeździ "jedenastką" w czwórkę? Tył służy głównie do powiększenia przestrzeni bagażowej, same siedzenia nawet składają się w sposób umożliwiający uzyskanie quasi-płaskiej powierzchni.
Zawieszenie jest twarde, jest naprawdę twarde. Ale i tak dużo mniej, niż oczekiwałem. Myślałem, że zastanę torową zabawkę, która wytrzęsie mi kręgosłup do granic możliwości. Ale nie, właściciel był nawet tym autem na Mazurach i twierdzi, że nie bolał go kręgosłup (a mógłby być moim ojcem).
Fantastyczna elastyczność boksera skłoniła mnie do sprawdzenia jak brzmi w trasie. Efekt był niesamowity, przy 1000-iluś obr/min Porsche jedzie porównywalnie do Volvo S60 mojego ojca!
Ale nie po to stworzono tę zabawkę dla dużych chłopców, aby je dusić na ostatnim biegu. Szybki skurcz mięśnia czworogłowego prawej nogi pokazuje, że maleństwo dostaje ekstazy na wysokich obrotach. Gałka pracująca z wyczuwalnym oporem utwierdza mnie w przekonaniu, że nie mam do czynienia z weekendowym kombi. Sprzęgło jest zaskakująco miękkie, Twoja dziewczyna sobie poradzi. Wydech nie jest cichy, ale dla mnie jednak jest. Taka natura tego auta, ja założyłbym coś akcesoryjnego.
Pod sam koniec przejażdżki wychodząc z zakrętu wpadam w niemały poślizg, z którego srebrne coupe wyprowadzam dziecinnie łatwo.
Właściciel stwierdza: "Sam już widzisz, co to auto potrafi".
To chyba zasługa cyferki "4" w nazwie, bo nie jeździłem jeszcze tylnonapędowym autem, które byłoby tak przewidywalne w poślizgu.
Kiedy wracam z kuzynem do domu rzuca on, że całkiem nieźle radziłem sobie z autem tej mocy, jakbym jeździł takimi często.
Cóż, jeżdżę.
Krótkie pytanie przed zajęciem miejsca za kółkiem: "Coś, o czym powinienem wiedzieć?" właściciel kwituje uśmiechem i stwierdzeniem "Jeśli masz prawo jazdy, to wszystko już wiesz".
Wsiadam do nisko położonego quasi-kubełkowego fotela; dobrze wykonane wnętrze, a u mnie to duży komplement. Poczułem się tu lepiej, niż w Audi, a do owego momentu było to jedyne auto, które zrobiło na mnie wrażenie jakością wykonania wnętrza. Skóra w zasadzie wszędzie, gdzie się da, ale ze smakiem. Aluminiowe smaczki. Pracujący ze sportowym oporem lewarek skrzyni biegów.
Świetny zestaw audio, właściciel prosi abym pobawił się potencjometrem. "Dalej, głośniej, zobacz sam", zachęca mnie do rozrywania sobie bębenków zestawem iluśnastu naprawdę dobrze brzmiących głośników.
Z tyłu usiadł mój kuzyn, chyba było mu trochę ciasno, ale nie narzekał szczególnie na ilość miejsca.
Z reszta kto jeździ "jedenastką" w czwórkę? Tył służy głównie do powiększenia przestrzeni bagażowej, same siedzenia nawet składają się w sposób umożliwiający uzyskanie quasi-płaskiej powierzchni.
Zawieszenie jest twarde, jest naprawdę twarde. Ale i tak dużo mniej, niż oczekiwałem. Myślałem, że zastanę torową zabawkę, która wytrzęsie mi kręgosłup do granic możliwości. Ale nie, właściciel był nawet tym autem na Mazurach i twierdzi, że nie bolał go kręgosłup (a mógłby być moim ojcem).
Fantastyczna elastyczność boksera skłoniła mnie do sprawdzenia jak brzmi w trasie. Efekt był niesamowity, przy 1000-iluś obr/min Porsche jedzie porównywalnie do Volvo S60 mojego ojca!
Ale nie po to stworzono tę zabawkę dla dużych chłopców, aby je dusić na ostatnim biegu. Szybki skurcz mięśnia czworogłowego prawej nogi pokazuje, że maleństwo dostaje ekstazy na wysokich obrotach. Gałka pracująca z wyczuwalnym oporem utwierdza mnie w przekonaniu, że nie mam do czynienia z weekendowym kombi. Sprzęgło jest zaskakująco miękkie, Twoja dziewczyna sobie poradzi. Wydech nie jest cichy, ale dla mnie jednak jest. Taka natura tego auta, ja założyłbym coś akcesoryjnego.
Pod sam koniec przejażdżki wychodząc z zakrętu wpadam w niemały poślizg, z którego srebrne coupe wyprowadzam dziecinnie łatwo.
Właściciel stwierdza: "Sam już widzisz, co to auto potrafi".
To chyba zasługa cyferki "4" w nazwie, bo nie jeździłem jeszcze tylnonapędowym autem, które byłoby tak przewidywalne w poślizgu.
Kiedy wracam z kuzynem do domu rzuca on, że całkiem nieźle radziłem sobie z autem tej mocy, jakbym jeździł takimi często.
Cóż, jeżdżę.
go!
Szybki telefon do właściciela i upewnienie się, że dobrze trafiłem. Uścisk dłoni, gadka szmatka w drodze do czarnego japońskiego coupe. Oto jest. Najbardziej rozsądny z nierozsądnych wybór pod słońcem, RX-8
Postawiona na 18-calowych felgach (stock) prezentuje się naprawdę świeżo i dużo drożej, niż kosztuje. Ostre linie i wszechobecne smaczki w kształcie trójkątnego tłoka takie jak maska czy zagłówki pokazują, że nie mamy do czynienia z kolejnym tworem na platformie XYZ z silnikiem dwa-zero-tiefesaj przebrandowanym na pięć sposobów.
"Rozgrzeję silnik, a potem pokażę Ci, co ta zabawka potrafi." Wankel odpala po dłuższej chwili, brzmiąc chrapliwie i przypominając nieco zachrypniętą rzędową czwórkę. Chodzi zupełnie niecywilizowanie, wolne obroty są niemiarowe, w powietrzu unosi się naprawdę intensywny zapach niespalonych resztek paliwa.
W międzyczasie sprawdzam zestaw audio (przyzwoity, nie powiem), jakieś bajery i ponoć jedyną działającą w Polsce nawigację (no działa, i tyle). Całkiem niezłej jakości materiały, wygodne i dobrze trzymające skórzane siedzenia, to wszystko robi pozytywne wrażenie.
Ponoć ten model Mazdy to pełnoprawne czteromiejscowe coupe, ale dla mnie tego typu określenia są ustawione gdzieś pomiędzy "gówno prawda" a "chuja tam". Mam 178cm wzrostu, właściciel jakieś 185, więc fotel sporo odsunięty, a ja siadłem z tyłu i mi wygodnie! Nawet dach za bardzo nie zawadza. Bagażnik? Wystarczy na szybki wypad ze znajomymi na weekend nad morze.
Rusza powoli i spokojnie, nie zdradzając mocy ukrytej pod maską, do 4 tysięcy obrotów jest potulna jak baranek i nie różni się wiele od Toyoty Corolli.
Wszystko zmienia się, kiedy silniczek nieco się rozgrzewa, od 4000 obr/min oddycha już naprawdę żwawo, a od 7000 obr/min jeździ po prostu fantastycznie. Kiedy wylecieliśmy na trasę Siekierkowską dźwięk na wysokich obrotach dał się porównać jedynie do wrażeń z jazdy sportową 600cc. Zero mocy na dole, pełnia na górze, 2 maszyny w jednej, "lubię to!". Setka to kwestia 6,5s , więc właściciele STI nie mają się czego bać.
Dobra, Stefan, ja też chcę! Szybkie ustawienie pozycji za kierownicą (oo, nie działa lewe lusterko, ustawiamy metodą chałupniczą) i sprawdzam sprzęgło. Nieco twarde, ale do przeżycia. Za to lewarek skrzyni biegów podoba mi się od pierwszego przyłożenia. Joystick i wszystko jasne. Wyprostowana prawa noga wyzwala we mnie kolejne porcje endorfin a synchronizacja prawej ręki i lewej nogi połączona z króciutkimi drogami drążka robi za strzał adrenaliny i dopaminy (i tak też się czuję, to nie jest limuzyna, każda zmiana biegów przypłacona jest kopnięciem w plecy!). Wrażenia fantastyczne i nieporównywalne z niczym innym.
Dzikie hasanie pomiędzy niczego nieświadomymi Fabiami i Astrami stopuje dopiero straż miejska która ni z tego ni z owego wyskakuje na skrzyżowaniu zza zakrętu w poprzek (!!!) jezdni blokując pas ruchu, a ja mam przeszło 160 na pace! Prawy środkowy pedał do oporu i liczę, że cudem w nich nie przywalę. Łoboze, ależ to hamuje! Muskasz i stoisz, dużo mocniejsze auta tak nie mają.
Podsumowując: jeździ fantastycznie, chociaż nieco głośniej, niż szybciej.
Na szczęście ja to lubię.
Postawiona na 18-calowych felgach (stock) prezentuje się naprawdę świeżo i dużo drożej, niż kosztuje. Ostre linie i wszechobecne smaczki w kształcie trójkątnego tłoka takie jak maska czy zagłówki pokazują, że nie mamy do czynienia z kolejnym tworem na platformie XYZ z silnikiem dwa-zero-tiefesaj przebrandowanym na pięć sposobów.
"Rozgrzeję silnik, a potem pokażę Ci, co ta zabawka potrafi." Wankel odpala po dłuższej chwili, brzmiąc chrapliwie i przypominając nieco zachrypniętą rzędową czwórkę. Chodzi zupełnie niecywilizowanie, wolne obroty są niemiarowe, w powietrzu unosi się naprawdę intensywny zapach niespalonych resztek paliwa.
W międzyczasie sprawdzam zestaw audio (przyzwoity, nie powiem), jakieś bajery i ponoć jedyną działającą w Polsce nawigację (no działa, i tyle). Całkiem niezłej jakości materiały, wygodne i dobrze trzymające skórzane siedzenia, to wszystko robi pozytywne wrażenie.
Ponoć ten model Mazdy to pełnoprawne czteromiejscowe coupe, ale dla mnie tego typu określenia są ustawione gdzieś pomiędzy "gówno prawda" a "chuja tam". Mam 178cm wzrostu, właściciel jakieś 185, więc fotel sporo odsunięty, a ja siadłem z tyłu i mi wygodnie! Nawet dach za bardzo nie zawadza. Bagażnik? Wystarczy na szybki wypad ze znajomymi na weekend nad morze.
Rusza powoli i spokojnie, nie zdradzając mocy ukrytej pod maską, do 4 tysięcy obrotów jest potulna jak baranek i nie różni się wiele od Toyoty Corolli.
Wszystko zmienia się, kiedy silniczek nieco się rozgrzewa, od 4000 obr/min oddycha już naprawdę żwawo, a od 7000 obr/min jeździ po prostu fantastycznie. Kiedy wylecieliśmy na trasę Siekierkowską dźwięk na wysokich obrotach dał się porównać jedynie do wrażeń z jazdy sportową 600cc. Zero mocy na dole, pełnia na górze, 2 maszyny w jednej, "lubię to!". Setka to kwestia 6,5s , więc właściciele STI nie mają się czego bać.
Dobra, Stefan, ja też chcę! Szybkie ustawienie pozycji za kierownicą (oo, nie działa lewe lusterko, ustawiamy metodą chałupniczą) i sprawdzam sprzęgło. Nieco twarde, ale do przeżycia. Za to lewarek skrzyni biegów podoba mi się od pierwszego przyłożenia. Joystick i wszystko jasne. Wyprostowana prawa noga wyzwala we mnie kolejne porcje endorfin a synchronizacja prawej ręki i lewej nogi połączona z króciutkimi drogami drążka robi za strzał adrenaliny i dopaminy (i tak też się czuję, to nie jest limuzyna, każda zmiana biegów przypłacona jest kopnięciem w plecy!). Wrażenia fantastyczne i nieporównywalne z niczym innym.
Dzikie hasanie pomiędzy niczego nieświadomymi Fabiami i Astrami stopuje dopiero straż miejska która ni z tego ni z owego wyskakuje na skrzyżowaniu zza zakrętu w poprzek (!!!) jezdni blokując pas ruchu, a ja mam przeszło 160 na pace! Prawy środkowy pedał do oporu i liczę, że cudem w nich nie przywalę. Łoboze, ależ to hamuje! Muskasz i stoisz, dużo mocniejsze auta tak nie mają.
Podsumowując: jeździ fantastycznie, chociaż nieco głośniej, niż szybciej.
Na szczęście ja to lubię.
sobota, 21 stycznia 2012
set
Subaru Impreza WRX 2007, 230 KM, bokser turbo, 4x4 - większość osób słysząc te słowa ma miękko w kolanach i myśli o nieokiełznanym potworze do szarżowania po ulicach. Nie zrobił na mnie wrażenia.
Audi S4 2008, 333 KM, V6 kompresor, 4x4 - marzenie każdego korporucha, wnętrze świetne, ma diody i 18-calowe felgi, łaaaał. Właściciel zapewniał mnie, że takich wrażeń nie zaznam nawet w promie kosmicznym.
Myślałem, że zabije mnie wzrokiem, kiedy powiedziałem mu, że nie jedzie.
BMW M3 E90, 420KM, V8 wolnossak, ośka tył - recenzenci robią z tego ikonę sportów motorowych, piszą kwieciste wywody na temat niespożytych pokładów mocy w tym wysokoobrotowym V8, jednym słowem orgazm za orgazmem poprzedzonym orgazmem podczas seksu z Evą Mendes.
Dla mnie to taki trochę szybszy lanserski dupowóz.
Lubię szybkie auta, zawsze lubiłem.
Ty pewnie też, skoro tu trafiłeś.
Jeździłem około 15-20 egzemplarzami naprawdę szybkich autek, moc od 197 do 600+
Żadnej z osób jeżdżących tymi autami nie znałem dłużej niż godzinę, do momentu kiedy powierzali w moje ręce kluczyki i niemal pełną kontrolę, co robię z ich wartym nieraz 300-400-500 tysięcy złotych. Żadnego nie ukradłem, wszystko działo się za ich pełnym przyzwoleniem.
Pytasz jak udało mi się wsiąść za kółko takich maszynek? Moja słodka tajemnica, którą możliwe, że wyjawię.
Powiem jedno: żadnego z tych aut nie miałem na własność, nie zapłaciłem za żadną jazdę ani złotówki.
Jak to robię?
O tym już niedługo.
PS Lista będzie się stale powiększać, będę zamieszczał świeże relacje aut, którymi będę jeździł.
PS Lista będzie się stale powiększać, będę zamieszczał świeże relacje aut, którymi będę jeździł.
ready
Jeździłeś kiedyś samochodem, który miał więcej niż 200KM? Fajnie było? Bo u mnie tylko za pierwszym razem.
Zamierzam Ci udowodnić, że istnieją dużo szybsze auta i w dodatku może nimi jeździć zwykły zjadacz chleba.
Subskrybuj:
Posty (Atom)