Auto było srebrne, piękne i było Porsche Carrerą 4S z 2006 roku. Rącze stado 385 koników wyciśnięte z 3.8-litrowego silnika rwało się wręcz do cwału, tylko nieco ucywilizowany grzmot boksera rozrywał ciszę sielskiej niemalże atmosfery podwarszawskiej miejscowości.
Krótkie pytanie przed zajęciem miejsca za kółkiem: "Coś, o czym powinienem wiedzieć?" właściciel kwituje uśmiechem i stwierdzeniem "Jeśli masz prawo jazdy, to wszystko już wiesz".
Wsiadam do nisko położonego quasi-kubełkowego fotela; dobrze wykonane wnętrze, a u mnie to duży komplement. Poczułem się tu lepiej, niż w Audi, a do owego momentu było to jedyne auto, które zrobiło na mnie wrażenie jakością wykonania wnętrza. Skóra w zasadzie wszędzie, gdzie się da, ale ze smakiem. Aluminiowe smaczki. Pracujący ze sportowym oporem lewarek skrzyni biegów.
Świetny zestaw audio, właściciel prosi abym pobawił się potencjometrem. "Dalej, głośniej, zobacz sam", zachęca mnie do rozrywania sobie bębenków zestawem iluśnastu naprawdę dobrze brzmiących głośników.
Z tyłu usiadł mój kuzyn, chyba było mu trochę ciasno, ale nie narzekał szczególnie na ilość miejsca.
Z reszta kto jeździ "jedenastką" w czwórkę? Tył służy głównie do powiększenia przestrzeni bagażowej, same siedzenia nawet składają się w sposób umożliwiający uzyskanie quasi-płaskiej powierzchni.
Zawieszenie jest twarde, jest naprawdę twarde. Ale i tak dużo mniej, niż oczekiwałem. Myślałem, że zastanę torową zabawkę, która wytrzęsie mi kręgosłup do granic możliwości. Ale nie, właściciel był nawet tym autem na Mazurach i twierdzi, że nie bolał go kręgosłup (a mógłby być moim ojcem).
Fantastyczna elastyczność boksera skłoniła mnie do sprawdzenia jak brzmi w trasie. Efekt był niesamowity, przy 1000-iluś obr/min Porsche jedzie porównywalnie do Volvo S60 mojego ojca!
Ale nie po to stworzono tę zabawkę dla dużych chłopców, aby je dusić na ostatnim biegu. Szybki skurcz mięśnia czworogłowego prawej nogi pokazuje, że maleństwo dostaje ekstazy na wysokich obrotach. Gałka pracująca z wyczuwalnym oporem utwierdza mnie w przekonaniu, że nie mam do czynienia z weekendowym kombi. Sprzęgło jest zaskakująco miękkie, Twoja dziewczyna sobie poradzi. Wydech nie jest cichy, ale dla mnie jednak jest. Taka natura tego auta, ja założyłbym coś akcesoryjnego.
Pod sam koniec przejażdżki wychodząc z zakrętu wpadam w niemały poślizg, z którego srebrne coupe wyprowadzam dziecinnie łatwo.
Właściciel stwierdza: "Sam już widzisz, co to auto potrafi".
To chyba zasługa cyferki "4" w nazwie, bo nie jeździłem jeszcze tylnonapędowym autem, które byłoby tak przewidywalne w poślizgu.
Kiedy wracam z kuzynem do domu rzuca on, że całkiem nieźle radziłem sobie z autem tej mocy, jakbym jeździł takimi często.
Cóż, jeżdżę.
Krótkie pytanie przed zajęciem miejsca za kółkiem: "Coś, o czym powinienem wiedzieć?" właściciel kwituje uśmiechem i stwierdzeniem "Jeśli masz prawo jazdy, to wszystko już wiesz".
Wsiadam do nisko położonego quasi-kubełkowego fotela; dobrze wykonane wnętrze, a u mnie to duży komplement. Poczułem się tu lepiej, niż w Audi, a do owego momentu było to jedyne auto, które zrobiło na mnie wrażenie jakością wykonania wnętrza. Skóra w zasadzie wszędzie, gdzie się da, ale ze smakiem. Aluminiowe smaczki. Pracujący ze sportowym oporem lewarek skrzyni biegów.
Świetny zestaw audio, właściciel prosi abym pobawił się potencjometrem. "Dalej, głośniej, zobacz sam", zachęca mnie do rozrywania sobie bębenków zestawem iluśnastu naprawdę dobrze brzmiących głośników.
Z tyłu usiadł mój kuzyn, chyba było mu trochę ciasno, ale nie narzekał szczególnie na ilość miejsca.
Z reszta kto jeździ "jedenastką" w czwórkę? Tył służy głównie do powiększenia przestrzeni bagażowej, same siedzenia nawet składają się w sposób umożliwiający uzyskanie quasi-płaskiej powierzchni.
Zawieszenie jest twarde, jest naprawdę twarde. Ale i tak dużo mniej, niż oczekiwałem. Myślałem, że zastanę torową zabawkę, która wytrzęsie mi kręgosłup do granic możliwości. Ale nie, właściciel był nawet tym autem na Mazurach i twierdzi, że nie bolał go kręgosłup (a mógłby być moim ojcem).
Fantastyczna elastyczność boksera skłoniła mnie do sprawdzenia jak brzmi w trasie. Efekt był niesamowity, przy 1000-iluś obr/min Porsche jedzie porównywalnie do Volvo S60 mojego ojca!
Ale nie po to stworzono tę zabawkę dla dużych chłopców, aby je dusić na ostatnim biegu. Szybki skurcz mięśnia czworogłowego prawej nogi pokazuje, że maleństwo dostaje ekstazy na wysokich obrotach. Gałka pracująca z wyczuwalnym oporem utwierdza mnie w przekonaniu, że nie mam do czynienia z weekendowym kombi. Sprzęgło jest zaskakująco miękkie, Twoja dziewczyna sobie poradzi. Wydech nie jest cichy, ale dla mnie jednak jest. Taka natura tego auta, ja założyłbym coś akcesoryjnego.
Pod sam koniec przejażdżki wychodząc z zakrętu wpadam w niemały poślizg, z którego srebrne coupe wyprowadzam dziecinnie łatwo.
Właściciel stwierdza: "Sam już widzisz, co to auto potrafi".
To chyba zasługa cyferki "4" w nazwie, bo nie jeździłem jeszcze tylnonapędowym autem, które byłoby tak przewidywalne w poślizgu.
Kiedy wracam z kuzynem do domu rzuca on, że całkiem nieźle radziłem sobie z autem tej mocy, jakbym jeździł takimi często.
Cóż, jeżdżę.